Wersje językowe strony i sklepu — kiedy mają sens
Trzy pytania przed uruchomieniem, czego nie tłumaczyć automatem i różnica między tłumaczeniem a wersją językową.

Wersja językowa strony to nie przetłumaczony tekst, tylko osobny kanał sprzedaży z własnymi kosztami i własną obsługą. Poniżej, co trzeba zrobić, żeby działała, i kiedy lepiej jej nie uruchamiać.
Zanim to uruchomisz — trzy pytania
- Czy obsłużysz zapytania w tym języku? Strona po angielsku i odpowiedzi po polsku po trzech dniach to gorsze wrażenie niż brak wersji angielskiej.
- Czy wyślesz towar na ten rynek i policzyłeś koszt zwrotu stamtąd?
- Czy masz ustalone zasady podatkowe dla sprzedaży na ten rynek? To warunek, nie dodatek — opisałem go przy sprzedaży zagranicznej a podatkach.
Jeśli odpowiedź na którekolwiek brzmi „nie”, wersja językowa przyniesie zapytania, których nie obsłużysz.
Jak to zrobić technicznie
Osobne adresy dla każdej wersji — podkatalog, subdomena albo osobna domena krajowa. Najczęściej wybierany i najprostszy w utrzymaniu jest podkatalog.
Oznaczenie wersji językowych w kodzie strony, żeby wyszukiwarka wiedziała, która wersja jest dla kogo. Bez tego wersje zaczynają ze sobą konkurować.
Przełącznik języka widoczny i zapamiętujący wybór.
Bez automatycznego przekierowania po lokalizacji — to irytuje i utrudnia indeksowanie. Lepiej zaproponować zmianę, niż ją wymusić.
Czego nie tłumaczyć automatem
Tłumaczenie maszynowe jest dziś dobre i nadaje się do opisów technicznych, parametrów i treści pomocniczych. Nie nadaje się do trzech rzeczy:
- Strony głównej i opisów usług — tu sprzedajesz, a sztuczność w języku widać od razu.
- Dokumentów — regulamin i polityka prywatności muszą być poprawne merytorycznie, nie tylko językowo.
- Nazw produktów i fraz, po których ludzie szukają. Dosłowne tłumaczenie bywa słowem, którego nikt nie wpisuje — i to jest najczęstsza przyczyna braku ruchu na wersji obcojęzycznej.
Rzecz, którą pomija się najczęściej
Badanie fraz na nowym rynku. Ludzie szukają inaczej, nie tylko w innym języku. Przetłumaczona strona z polskimi frazami przełożonymi dosłownie nie pojawi się w wynikach, nawet jeśli tekst jest poprawny.
To jest różnica między tłumaczeniem a wersją językową: pierwsze przenosi słowa, drugie przenosi sposób, w jaki klient szuka.
Co jeszcze trzeba zmienić poza tekstem
- Waluta i format ceny.
- Metody płatności oczekiwane na tym rynku.
- Formaty adresu i numeru telefonu w formularzach.
- Jednostki miary i rozmiarówka.
- Realny czas i koszt dostawy.
- Dane kontaktowe i godziny, w których ktoś odpowiada.
Sensowna kolejność
Jeden język, jeden rynek, kluczowe podstrony przetłumaczone porządnie przez człowieka, reszta katalogu maszynowo. Dopiero gdy ten rynek zaczyna sprzedawać — kolejny. Pięć wersji językowych uruchomionych naraz to pięć zaniedbanych kanałów.
Wdrożę wersje językowe razem ze sklepem
Przygotowuję strony wielojęzyczne z poprawną strukturą adresów, walutami i płatnościami dopasowanymi do rynku.
Najczęstsze pytania
Czy tłumaczyć stronę automatem?
Opisy techniczne i parametry tak. Strony usług, dokumenty i nazwy produktów powinien przygotować człowiek.
Dlaczego przetłumaczona strona nie ma ruchu?
Najczęściej dlatego, że frazy przełożono dosłownie, a ludzie na tym rynku szukają inaczej.
Czy przekierowywać użytkowników po lokalizacji?
Lepiej nie. Automatyczne przekierowanie irytuje i utrudnia indeksowanie — wystarczy propozycja zmiany języka.
Od ilu języków zacząć?
Od jednego, dobrze obsłużonego. Kilka wersji naraz to kilka zaniedbanych kanałów.